Właśnie jedną z ulic tego miasta biegła Rebecka. Biegła ile sił, nie zważając, że biegnąc po kałużach jest cała ochlapana aż po uda. Sprintem już prawie dobiegła to przystanku autobusowego, lecz nagle rozbrzmiał dzwonek sygnalizujący zamknięcie drzwi. Dziewczyna dobiegła w samą porę, aby nie skutecznie wciskać przycisk służący do otwierania drzwi. Miała wybór: albo czekać 15 minut na następny autobus albo biec do następnego przystanku. Migiem podjęła decyzję stwierdzając, że nie może znowu się spóźnić.
Autobus jechał prosto, na skrzyżowaniu stał na czerwonym, a potem skręcał w prawo. Jednak ona miała szansę, biegnąc przejściem podziemnym, na skróty i bez zatrzymywania się na światłach.
Zbiegła szybko po schodach o mało nie wywracając się na nich. I znów zaczął się pościg za autobusem. Rebecka mijała spieszących się gdzieś ludzi pogrążonych we własnych myślach jednak jej jedynym celem na ten moment to: Nie spóźnić się na autobus. Kiedy dziewczyna o kruczoczarnych włosach dobiegła do schodów natychmiast zaczęła się po nich wspinać po dwa stopnie, a nieraz nawet po trzy. Wspięła się na szczyt i ujrzała sto metrów od siebie przystanek autobusowy. Sam autobus właśnie skręcał. Rebecka wzięła się w sobie i mimo kolki zaczęła znowu biec sprintem. Myślała jedynie o ciepłym, choć zatłoczonym miejscu w autobusie. Teraz zauważyła, że na przystanku jest jakaś starsza pani na wózku przygotowująca się do wejścia do środka tego transportu. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, bo to przecież zawsze przedłuży postój miejskiego pojazdu.
Teraz, już truchtem dobiegła do przystanku patrząc jak młody mężczyzna pomaga starszej kobiecie wsiąść. "Ha! No i zdążyłam!" pomyślała i z ulgą wsiadła do ciepłego wnętrza autobusu.
* * *
Autobus stanął. Kiedy tylko drzwi się otworzyły dość szeroko Rebecka wyskoczyła wręcz z autobusu. Miała trzy minut plus dwie minuty to spóźnienie nauczyciela. Kiedy dobiegła do szkoły puściła się pędem do szkolnych szafek. Odnalazła swoją.i szybko wykręciła swój kod na kłódce. Ta na szczęście puściła, lecz gorzej z otworzeniem szafki. Dziewczyna szarpała ją coraz bardziej aż nagle stały się dwie rzeczy naraz: donośnie zabrzmiał szkolny dzwonek i szafka puściła. Jednak kiedy tylko drzwiczki się otworzyły wysypało się pełno różnych kartek, książek i zeszytów. Rebecka przeklęła, jednak od razu zabrała się za sprzątanie co było trudne w całym zamieszaniu, w którym wszyscy uczniowie zaczęli naraz rozchodzić się w pośpiechu do swoich klas. Kiedy dziewczyna mniej więcej wszystko pozbierała wrzuciła wszystko z powrotem do szafki, rozebrała się z cienkiej kurtki i go również wrzuciła do wnętrza. Zamknęła za sobą szafkę, ruszyła biegiem do swojej klasy i tylko kątem oka zobaczyła swoją koleżankę, która dopiero co przyszła do szkoły i teraz walczyła ze swoją szafką. "Ok... co mamy pierwsze?... matma! Szybko!" Pobiegła pod salę skąd dobiegały dźwięki jeszcze nieuciszonych uczniów i otworzyła szybkim oraz zdecydowanym ruchem drzwi od klasy. Nagle wszystko ucichło i patrzyło się na nią około trzydzieści par ciekawskich i zaskoczonych oczu. Rzeczywiście, było na co patrzeć: zdyszana i lekko zaczerwieniona dziewczyna z rozczochraną fryzurą i przemoczonym ubraniem wkracza nagle do klasy jakby przed chwilą przebiegła maraton. Rebecka bąknęła tylko "Przepraszam za spóźnienie" i maszerując przez całą klasę na miejsce w przedostatnim rzędzie usiadła na swoim krześle pod oknem. Po chwili znowu zrobiło się głośniej. Matematyczka odczytała listę obecności, podyktowała do zeszytów temat i zaczęła swoją lekcję. Rebecka wszystko co trzeba notowała jednak myślami była gdzie indziej. W końcu spojrzała przez okno na otaczający ten budynek świat. Był taki... szary i nudny. Jednak od czasu do czasu działo się coś ciekawego: tutaj przelatywały przeróżne ptaki do swych pisklaków, a tutaj autobus ostro dał po hamulcach. To takie szczegóły codziennego dnia, które zawsze wyróżniają ten dzień od innych i wiesz, że nigdy nie zdarzą się te same, dwa identyczne dni... Dziewczyna nagle usłyszała swoje imię i nazwisko. Otrząśnięta ze swoich myśli niczym oblana lodowatą wodą, zauważyła, że pani się na nią patrzy, a w klasie jest zupełna cisza.
- Tak? - zapytała obawiając się najgorszego.
- Widzę, że bardzo uważnie śledzisz tok dzisiejszej lekcji. A jest dziś wyjątkowo trudne zagadnienie. Proszę, podejdź do tablicy i wyjaśnij wszystkim jak rozwiązać zadanie trzecie. - powiedziała nauczycielka, a dziewczyna już wertowała stary podręcznik w poszukiwaniu tego zadania. - Proszę, proszę. Już 20 minut lekcji minęło, a ty nawet podręcznika otwartego nie masz.
Rebecka podeszła do tablicy czytając treść zadania: "W rombie o boku długości 20 cm kąt ostry ma miarę 45 stopni. Oblicz długość promienia okręgu wpisanego w ten romb."
Dziewczyna chwilę myślała z kredą uniesioną w górze, tuż przy zielonej powierzchni tablicy... aż w końcu zaczęła pisać i rysować rysunek schematyczny. Całe zadanie rozpisała bez jednego zająknięcia. Kiedy skończyła odłożyła kredę, zamknęła podręcznik i bez słowa poszła na swoje miejsce.
- Mhm...Mhm... Mhm. - powiedziała tylko pani, która od zawsze nie lubiła tej dziewczyny. Według niej nad matematyką trzeba poświęcać jak najwięcej czasu, a Rebecka nie uważała na lekcji, a i tak jej wszystko wychodziło. Irytujące.
Dalsza część lekcji poszła gładko, bez większych nieprzyjemności dla Rebecki. Uczniowie wyszli z klasy, a Rebecka poszła razem z nimi pod klasę gdzie mieli mieć następną lekcję - historia. Tutaj dziewczyna nie czuła się już tak pewnie.
- Tak? - zapytała obawiając się najgorszego.
- Widzę, że bardzo uważnie śledzisz tok dzisiejszej lekcji. A jest dziś wyjątkowo trudne zagadnienie. Proszę, podejdź do tablicy i wyjaśnij wszystkim jak rozwiązać zadanie trzecie. - powiedziała nauczycielka, a dziewczyna już wertowała stary podręcznik w poszukiwaniu tego zadania. - Proszę, proszę. Już 20 minut lekcji minęło, a ty nawet podręcznika otwartego nie masz.
Rebecka podeszła do tablicy czytając treść zadania: "W rombie o boku długości 20 cm kąt ostry ma miarę 45 stopni. Oblicz długość promienia okręgu wpisanego w ten romb."
Dziewczyna chwilę myślała z kredą uniesioną w górze, tuż przy zielonej powierzchni tablicy... aż w końcu zaczęła pisać i rysować rysunek schematyczny. Całe zadanie rozpisała bez jednego zająknięcia. Kiedy skończyła odłożyła kredę, zamknęła podręcznik i bez słowa poszła na swoje miejsce.
- Mhm...Mhm... Mhm. - powiedziała tylko pani, która od zawsze nie lubiła tej dziewczyny. Według niej nad matematyką trzeba poświęcać jak najwięcej czasu, a Rebecka nie uważała na lekcji, a i tak jej wszystko wychodziło. Irytujące.
Dalsza część lekcji poszła gładko, bez większych nieprzyjemności dla Rebecki. Uczniowie wyszli z klasy, a Rebecka poszła razem z nimi pod klasę gdzie mieli mieć następną lekcję - historia. Tutaj dziewczyna nie czuła się już tak pewnie.
* * *
Rebecka wybiegła z szarego, zniszczonego budynku i w końcu poczuła świeże powietrze. Jak tylko oddaliła się trochę od szkoły zwolniła i teraz szła chodnikiem na przystanek autobusowy. "A może dzisiaj zobaczyć co tam słychać na boisku od kosza?" zastanowiła się, a po chwili już szła w tamtą stronę. Przeszła przez ulicę, a następnie minęła blok. Zatrzymała się w pół kroku. Na boisku grała pewna osoba z którą wolała się na razie nie spotkać. Szybko zawróciła. Jednak za późno. Już usłyszała za sobą krzyk:
- Rebecka! Poczekaj!
Ona już biegła mając nadzieję, że zdoła uciec. Szanse były znikome. Już słyszała jak ją dogania. Poczuła szarpnięcie za lewe ramię. Odwróciła się stając i patrząc mu w oczy.
- Przestań. To nie ma sensu. - powiedziała poważnie
- Chciałem... - patrzyła w jego brązowe oczy pełne szczerości - przeprosić.
- Pff... Nie zmienisz biegu zdarzeń.
- Ja naprawdę nie chciałem. - powiedział już mniej pewny siebie.
- Gdybyś nie chciał to byś tego nie zrobił! Puść mnie! - wyszarpnęła mu się, odwróciła i zdenerwowana zaczęła iść przed siebie.
On jednak nie chciał ustąpić. Pobiegł do niej, stanął przed nią i nie wiedząc co powiedzieć jedynie na nią patrzył smutnym wzrokiem, pełnym żalu. Po pewnej chwili otworzył usta i powiedział:
- Spotkajmy się dziś tam gdzie zwykle, zanim się nie pożarliśmy.
- To nie ma sensu, Mack. - powiedziała cicho lecz dobitnie. Po czym spojrzała mu ostatni raz w oczy i odeszła.
Mack nie miał zamiaru jej zatrzymywać ani gonić, jedynie krzyknął:
- Będę czekać o 20.00!
Po czym stojąc tam jeszcze dobre kilka minut zaczął iść w przeciwną stronę. Wiatr wiał niemiłosiernie jednak on na to nie zważał. Przypomniał sobie ten wieczór w którym doszło do rozłamu pomiędzy nimi. Bardzo żałował tego co zrobił, chciał wszystko odkręcić jednak nie za bardzo wiedział jak ma to zrobić. "Dzisiaj wieczorem muszę jej wszystko dokładnie wytłumaczyć. Jeśli się nie powiedzie - trudno, będę musiał z tym jakoś żyć." pomyślał i wsiadł na swój rower pozostawiony przy boisku. Pojechał wprost do domu, po drodze rozmyślając o całej sytuacji, która miała nastąpić dziś wieczór, punkt 20.00.
- Rebecka! Poczekaj!
Ona już biegła mając nadzieję, że zdoła uciec. Szanse były znikome. Już słyszała jak ją dogania. Poczuła szarpnięcie za lewe ramię. Odwróciła się stając i patrząc mu w oczy.
- Przestań. To nie ma sensu. - powiedziała poważnie
- Chciałem... - patrzyła w jego brązowe oczy pełne szczerości - przeprosić.
- Pff... Nie zmienisz biegu zdarzeń.
- Ja naprawdę nie chciałem. - powiedział już mniej pewny siebie.
- Gdybyś nie chciał to byś tego nie zrobił! Puść mnie! - wyszarpnęła mu się, odwróciła i zdenerwowana zaczęła iść przed siebie.
On jednak nie chciał ustąpić. Pobiegł do niej, stanął przed nią i nie wiedząc co powiedzieć jedynie na nią patrzył smutnym wzrokiem, pełnym żalu. Po pewnej chwili otworzył usta i powiedział:
- Spotkajmy się dziś tam gdzie zwykle, zanim się nie pożarliśmy.
- To nie ma sensu, Mack. - powiedziała cicho lecz dobitnie. Po czym spojrzała mu ostatni raz w oczy i odeszła.
Mack nie miał zamiaru jej zatrzymywać ani gonić, jedynie krzyknął:
- Będę czekać o 20.00!
Po czym stojąc tam jeszcze dobre kilka minut zaczął iść w przeciwną stronę. Wiatr wiał niemiłosiernie jednak on na to nie zważał. Przypomniał sobie ten wieczór w którym doszło do rozłamu pomiędzy nimi. Bardzo żałował tego co zrobił, chciał wszystko odkręcić jednak nie za bardzo wiedział jak ma to zrobić. "Dzisiaj wieczorem muszę jej wszystko dokładnie wytłumaczyć. Jeśli się nie powiedzie - trudno, będę musiał z tym jakoś żyć." pomyślał i wsiadł na swój rower pozostawiony przy boisku. Pojechał wprost do domu, po drodze rozmyślając o całej sytuacji, która miała nastąpić dziś wieczór, punkt 20.00.
Świetny rozdział, czekam na kolejny. Kiedy mogę się go spodziewać? Zapraszam do mnie na bloga i z góry dziękuję za pozostawienie po sobie komentarza :)
OdpowiedzUsuńDziękuję za pochwałę. Myślę, że kolejny rozdział będzie za tydzień, maksymalnie dwa.
UsuńJa zawsze miałam na odwrót, bo wolałam historię niż matematykę. Część zagadnień z matematyki (m.in. obliczanie jakichś rombów i promieni okręgów) po prostu wydawała mi się zbyteczna. :)
OdpowiedzUsuńOpowiadanie ciekawe, urzeka opisem takiej zwykłej codzienności uczniowskiej. Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny. :)
Ja zawsze wolałam matematykę od historii. Jakoś matematyka sama wchodzi mi do głowy ;D
UsuńDziękuję za pochwałę.
Również pozdrawiam i nie ma za co ;))
Świetne <3
OdpowiedzUsuńDziękuję :3
Usuń