- Ała! - krzyknął.
- Oj, sorki - powiedział wysoki brunet.
- Najpierw o mało mnie nie rozjechałeś samochodem, teraz to - powiedział Mack masując sobie nos - Niedługo to ty naprawdę mnie zabijesz.
- Nie rób nadziei. - odpowiedział chłopak, lecz po chwili powiedział z zatroskaniem - Może przyniosę lód na ten nos?
- Nie, nie. Nie trzeba. W sumie to muszę lecieć. - powiedział Mack robiąc krok w stronę wyjścia.
- Coraz rzadziej spędzamy ze sobą czas. Trzeba coś z tym zrobić. - odpowiedział jego brat, jednak widząc zniecierpliwione spojrzenie Macka ustąpił. - Dobra, no już leć. Pa!
- Dzięki. Cze! - odpowiedział i wybiegł zamykając za sobą drzwi.
Popędził w dół po schodach, zbiegając co dwa stopnie. Kiedy wybiegł z klatki schodowej poczuł zimny powiew dnia. Przystanek był dość blisko, więc chłopak spokojnie zdążył na autobus. Kiedy wsiadł do ciepłego i dusznego wnętrza pojazdu nie znalazł wolnego miejsca więc chwycił się rury. Nagle psiknął. Kilka osób odwróciło się na niego, lecz po chwili straciły zainteresowanie sytuacją. "Super, teraz jestem jeszcze przeziębiony" pomyślał. Na następnym przystanku wsiadły jeszcze trzy osoby, w tym jedna, tęga pani z pieskiem. Zrobiło się jeszcze tłoczniej. Mack przesunął się się w głąb autobusu. Na kolejnym przystanku wysiadł pan w średnim wieku, lecz wsiadły dwie dziewczyny. Głośno ze sobą konwersowały, śmiejąc się do tego. Za szybą autobusu leniwie przemykały drzewa, bloki i samochody. Kiedy pojawił się również kościół z wysoką wieżą pora było wysiadać. Otworzyły się już drzwi, więc Mack zaczął się szybko przeciskać do wyjścia jednak znajdował się w samym środku autobusu, a do tego pewna tęga pani stała na drodze do drzwi. Biedny chłopak musiał przeciskać się z zaciśniętymi zębami, mówią cicho "przepraszam". Był już w połowie drogi do drzwi, kiedy te zaczęły się zamykać. Mack się pośpieszył, lecz nagle się przewrócił na śliskiej i brudnej podłodze autobusu. Natychmiast wstał i pokonał ostatni odcinek trasy. Drzwi jednak się już zamknęły i autobus ruszył. Zdesperowany wciskał przycisk do otwierania drzwi. Jednak one ani drgnęły. Nie przejmując się zaciekawionymi spojrzeniami czekał na następny przystanek w zniecierpliwieniu.
Kiedy w końcu drzwi się uchyliły Mack wybiegł z autobusu i pobiegł w stronę przegapionego przystanku. Przbiegł jezdnię na czerwonym i jakiś samochód na niego zatrąbił zatrzymując się z piskiem opon przez samym chłopakiem. On jednak podniósł na chwilę ręce w obronnym geście i pobiegł dalej. Mijał spieszących się gdzieś ludzi, którzy szli w pośpiechu przez chodnik. Kiedy kogoś przez przypadek szturchnął to bąkał tylko "przepraszam" lub "sory" i biegł dalej. Po drodze spostrzegł jakieś stoisko z kwiatami. Zatrzymał się przy nim i kupił kilka czerwonych róż za 15 złotych. Trzymając kwiaty biegł już ostrożniej. W końcu znalazł miejsce w którym miał skręcić, więc odbił w lewo. Potem, klucząc miedzy uliczkami, trafił w końcu na miejsce.
Między dwoma, szarymi blokami rozstawiono drucianą siatkę. Przy niej i przy jednym z bloków stał plastikowy kontener na śmieci dostępny dla mieszkańców obydwu bloków. Za siatką znajdowała się wolna przestrzeń gdzie znajdowała się stara kanapa i rower bez opon i prawej połowy kierownicy. Najprawdopodobniej te rzeczy wyrzucono tu i o nich zapomniano. W zaułku jedną ścianą była druciana siatka, dwie były bokami bloków, a ostatnia była tylną ścianą od budynku w którym mieścił się teatr.
Mack podszedł do kontenera i odwrócił się do niego plecami tak aby jedną ścianę budynku mieszkalnego mieć przed sobą. Odetchnął głęboko trzy razy. "Dawno tego nie robiłem" pomyślał. Ruszył z miejsca biegiem. Zrobił dwa szybkie kroki, a następnie wybił się z prawej nogi. Lewą przyłożył do ściany bloku odbijając się nią. Po chwili zrobił salto w tył. Chciał stanąć nogami na kontenerze jednak ledwo go dotknął piętami. Pośliznął się i o mały włos się wywrócił na ziemię. Jednak wylądował na kontenerze plecami. Jęknął z bólu siadając na krawędzi kontenera, spuszczając nogi na dół.
- Oj, jednak dawno tego nie robiłem. Dawno. - powiedział cicho sam do siebie i wstał.
Stojąc na kontenerze przodem do drucianej siatki znowu zrobił krok i wybił się z prawej nogi. Lewą odbił się bokiem od ściany tym razem drugiego bloku i przeskakując w ten sposób przez siatkę dotknął nogami podłoża. Aby lepiej zamortyzować upadek zrobił jeszcze przewrót w przód po czym wstał.
- No. Przynajmniej to mi się udało - powiedział i usiadł na kanapie.
Popatrzył na kwiaty, które były całe zwiędłe. Westchnął i odrzucił je w kąt. Tutaj się czuł bezpiecznie. Popatrzył na siebie. Był cały ubrudzony od przewrotu w przód po brudnej i mokrej powierzchni. Nie mógł liczyć na to, że zachwyci wyglądem jednak się tym za bardzo nie przejął. Zazwyczaj właśnie tak wyglądał.
Teraz pozostało mu tylko czekać, więc usiadł wygodniej na kanapie.
* * *
Spojrzał już chyba po raz piąty na zegarek. Spóźniała się już pół godziny! Macka zaczęły nachodzić wątpliwości... Może jednak nie przyjdzie. Nie skorzysta z zaproszenia... Może już całkiem nie ma do niego zaufania. Może pomyślała, że będę ją próbował skrzywdzić?
Co prawda, miał przy sobie podręczny nóż, jednak to jedynie na ewentualności. Przecież w tych czasach ulice nie są bezpieczne.
Mack wstał i już chciał sobie iść jednak usłyszał jakiś hałas. Wsłuchał się i usłyszał ożywioną rozmowę. Rozpoznał jeden z głosów. Był mu bardzo, bardzo znajomy.
- Zostaw mnie! - krzyknął damski głos
- Oddawaj kasę! - krzyknął tym razem męski głos
Mack bez wahania wskoczył na tapczan, i odpychając się od niego przeskoczył przez siatkę. Zahaczył prawą ręką o wystający drut i kiedy upadł na ziemię popłynęła mu obficie krew. Jednak nie zważał na to. Pobiegł za głosami, które słyszał. Skręcił w lewo i zobaczył jak mężczyzna około dwudziestki powoli zbliżał się do dziewczyny w jej wieku. Podbiegł do niej w biegu wydobywając podręczny nóż i stanął między nią, a mężczyzną.
Mack wstał i już chciał sobie iść jednak usłyszał jakiś hałas. Wsłuchał się i usłyszał ożywioną rozmowę. Rozpoznał jeden z głosów. Był mu bardzo, bardzo znajomy.
- Zostaw mnie! - krzyknął damski głos
- Oddawaj kasę! - krzyknął tym razem męski głos
Mack bez wahania wskoczył na tapczan, i odpychając się od niego przeskoczył przez siatkę. Zahaczył prawą ręką o wystający drut i kiedy upadł na ziemię popłynęła mu obficie krew. Jednak nie zważał na to. Pobiegł za głosami, które słyszał. Skręcił w lewo i zobaczył jak mężczyzna około dwudziestki powoli zbliżał się do dziewczyny w jej wieku. Podbiegł do niej w biegu wydobywając podręczny nóż i stanął między nią, a mężczyzną.
- Zostaw ją. - warknął Mack trzymając w prawej ręce nóż tak aby ostrze było zwrócone do przeciwnika, a druga część żelaza przylegało do ręki.
- Spokojnie. Odłóż lepiej tą zabaweczkę, bo się skaleczysz - odparł tamten i wtedy Mack zauważył, że mężczyzna również trzyma nóż. Chłopak cicho przeklął.
- Idź stąd. Ja się tym zajmę - powiedział Mack zwracając się do dziewczyny.
- Idź stąd. Ja się tym zajmę - powiedział Mack zwracając się do dziewczyny.
Odsunęła się na kilka kroków jednak nie uciekła tylko przyglądała się z przejęciem.
Mack zrobił krok w przód. Przeciwnik się rzucił na tamtego jednak chłopak zachował stoicki spokój i lekko wyminął napastnika łapiąc za nadgarstek rękę, która ściskała nóż. Mężczyzna od razu puścił ostrze. Mack w tym czasie trzymając jego rękę wygiął ją na plecach przeciwnika w bolesny sposób.
- Jeśli jeszcze raz Cię znajdę to pożałujesz. - chłopak szepnął mu do ucha cicho, lecz dobitnie po czym go puścił. Ten stęknął.
- Jeśli jeszcze raz Cię znajdę to pożałujesz. - chłopak szepnął mu do ucha cicho, lecz dobitnie po czym go puścił. Ten stęknął.
- Przepraszam, panienkę. - powiedział tylko i odszedł szybkim krokiem zostawiając swój nóż.
Dziewczyna rzuciła się na szyję Macka.
- Dziękuję! - cmoknęła go w policzek
On objął ją w pasie oszołomiony.
On objął ją w pasie oszołomiony.
- Nie ma za co. - powiedział rutynowo.
Nagle usłyszał za sobą odchrząknięcie.
Natychmiast się odwrócił.
Stała tam czarnowłosa dziewczyna z brązowymi oczami spoglądającymi na całą tą sytuację zza rogu budynku. Gdyby cofnęła się o krok oblałby ją cień i stałaby się niedostrzegalna na pierwszy rzut oka. Jednak teraz tam stała, bardzo dobrze widoczna. Mack był tak zdziwiony, że nie mógł wydukać z siebie ani słowa.
Natychmiast się odwrócił.
Stała tam czarnowłosa dziewczyna z brązowymi oczami spoglądającymi na całą tą sytuację zza rogu budynku. Gdyby cofnęła się o krok oblałby ją cień i stałaby się niedostrzegalna na pierwszy rzut oka. Jednak teraz tam stała, bardzo dobrze widoczna. Mack był tak zdziwiony, że nie mógł wydukać z siebie ani słowa.
- A więc już zrozumiałam co masz mi do powiedzenia. - powiedziała Rebecka patrząc mu głęboko w oczy. - Dziękuję za wyjaśnienia, ale wystarczyłoby powiedzieć, że już nie chcesz mnie znać.
- Ja... To nieporozumienie. - wydukał w końcu z siebie chłopak puszczając blondynkę. - Od jak dawna tu jesteś?
- Wystarczająco aby widzieć co między wami jest. - odparła dziewczyna.
- Słuchaj... On mnie uratował i jestem mu wdzięczna. Nie złość się na niego. - powiedziała blondynka.
- Z nami koniec, na zawsze. - dziewczyna jakby nie słyszała słów blondynki obróciła się na pięcie i odeszła.
Mack podbiegł do niej i stanął przed nią zasłaniając jej drogę. Nie wiedząc co zrobić i co powiedzieć objął ją w talii i dotknął jej ust. Czuł zapach jej perfum. Był jak narkotyk, taki przyjemny.
Nagle usłyszał jakby klaśnięcie, a potem piekący ból na lewym policzku. Został spoliczkowany. Rebecka patrzyła na Macka ze złością i gniewem odsuwając się od niego błyskawicznie.
Nagle usłyszał jakby klaśnięcie, a potem piekący ból na lewym policzku. Został spoliczkowany. Rebecka patrzyła na Macka ze złością i gniewem odsuwając się od niego błyskawicznie.
- Nie rzucaj się na pierwszą lepszą. - powiedziała wściekle przez zęby i wymijając chłopaka odeszła.
Mack nie chciał jej zranić i znowu do niej podejść, jednak w głębi duszy chciał ją zatrzymać.Stał jednak w miejscu. Blondynka podeszła do niego cichymi krokami.
Mack nie chciał jej zranić i znowu do niej podejść, jednak w głębi duszy chciał ją zatrzymać.Stał jednak w miejscu. Blondynka podeszła do niego cichymi krokami.
- Przepraszam - powiedziała cicho po czym odeszła w drugą stronę niż Rebecka. Mack usłyszał jak zabiera ze sobą nóż porzucony przez dwudziestolatka.
Elise była wyjątkową dziewczyną jednak nie była tą jedyną. Mack o tym wiedział. Zrezygnowany poszedł do zaułka zwyczajną drogą. Czyli normalnie podciągnął się o brzeg kontenera, po czym wskoczył na niego i przeskoczył w tradycyjny sposób drucianą siatkę. Położył się na kanapie i leżał tak dobre dwie godziny rozmyślając o całej sytuacji. Wydawała się beznadziejna. "Dlaczego nigdy nic nie pójdzie po mojej myśli?" zapytał siebie w myśli i wrócił do domu.
Elise była wyjątkową dziewczyną jednak nie była tą jedyną. Mack o tym wiedział. Zrezygnowany poszedł do zaułka zwyczajną drogą. Czyli normalnie podciągnął się o brzeg kontenera, po czym wskoczył na niego i przeskoczył w tradycyjny sposób drucianą siatkę. Położył się na kanapie i leżał tak dobre dwie godziny rozmyślając o całej sytuacji. Wydawała się beznadziejna. "Dlaczego nigdy nic nie pójdzie po mojej myśli?" zapytał siebie w myśli i wrócił do domu.
Wiesz co ja Ci powiem?! To jest tak genialne, że aż musiałam skomentować po prostu <3
OdpowiedzUsuńS-U-P-E-R ! ! !
Do jutra :*
Dziękuję ;3 Choć nie było łatwo, bo mi się czasami naprawdę nie chciało pisać :D Jeszcze raz dziękuję i mam nadzieję, że ty też coś napiszesz ;))
UsuńDo jutra :*
Świetne, czekam na kolejny, a przy okazji zapraszam do mnie na nowy rozdział. Z góry dziękuję za pozostawienie po sobie szczerego komentarza XD http://holland-dylanowa.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńDziękuję. Następny raczej nie będzie za wcześnie.
UsuńNiezłe! Dobre! Świetne!
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie!
http://madaleneforever.blogspot.com/
Fajny, fajny ten blog. Tylko, że trochę mało się na nim znajduje
UsuńWreszcie wzięłam się za czytanie i było warto, od początku mówiłam Ci, że masz talent :D
OdpowiedzUsuńNie mam talentu.
UsuńPo prostu piszę to co mi przyjdzie do głowy ;D